Homo psychologicus vs Homo religiosus - Bartłomiej Dobroczyński

Dokument: pdf (400.4 KB)
  • 11 stron
Opublikowany 2017-01-02 17:01:16

Bartłomiej Dobroczyński HOMO PSYCHOLOGICUS VERSUS HOMO RELIGIOSUS pamięci Franka Zappy 1.Trzeba od razu, na samym początku, wyraźnie powiedzieć, że widoczna w paru ostatnich dziesięcioleciach  ekspansja   psychologii   na   większość   obszarów   życia   codziennego   przybrała   rozmiary   dotychczas   nie  notowane. Różnorodne idee psychologiczne spotykają się z zazwyczaj życzliwym przyjęciem u tak zwanej  "oświeconej"   publiczności,   zaś   psychologizacja   świadomości   potocznej   (i   to   zarówno   jeśli   chodzi   o  specjalistyczny   "żargon",   jak   i   o   samą   istotę)   jest   aż   zaskakująca   w   swej   powszechności   i   swoistej  bezrefleksyjności. Istnieją dziesiątki programów telewizyjnych oraz audycji radiowych, których głównym  celem jest promocja oraz popularyzacja szeroko rozumianej wiedzy psychologicznej. Na łamach licznych  czasopism (i to nie tylko "młodzieżowych" czy "kobiecych") dość często zamieszczane są pozornie niewinne  psychozabawy oraz uproszczone testy, służące rzekomo do "diagnozy" różnorodnych aspektów osobowości,  zaś redakcje najpoczytniejszych periodyków jako nieomal sprawę honoru traktują posiadanie "kącika porad  psychologicznych".   Wykłady   i   odczyty,   których   treści   choćby   tylko   ocierają   się   o   problematykę  psychologiczną ­ mogą zwykle liczyć na spore i żywo reagujące audytoria.  Równocześnie coraz większą popularnością cieszą się "usługi psychologiczne", i to nie tylko zwykłe porady  związane na przykład z przysposobieniem do zawodu czy też kłopotami wychowawczymi, ale również i  oferty o wiele bardziej egzotyczne: na ulicach naszych miast co chwila pojawiają się ogłoszenia zawierające  propozycje wzięcia udziału w sesji "rebirthingu" lub warsztatach opartych na tak zwanej "pracy z ciałem";  okazuje się również, że możemy oddać się pod opiekę specjalistów od psychoanalizy, "terapii zorientowanej  na proces" czy też terapii "gestalt". Autorzy tych ogłoszeń zazwyczaj obiecują zwiększenie naszej potencji  twórczej, poprawienie kontaktów z innymi ludźmi (często z Naturą i Wszechświatem, a nawet samym  Bogiem), wzrost zarobków, lepsze porozumienie ze współmałżonkiem (partnerem) czy wreszcie bardziej  satysfakcjonujące poczucie tożsamości (cokolwiek by to ostatnie sformułowanie oznaczało).  Na naszym rynku wydawniczym ­ oprócz szeregu "normalnych" książek z zakresu psychologii ­ obecne są  także liczne publikacje, których treść oraz ogólna orientacja jest często w bezkompromisowej sprzeczności  nie tylko z ideami wypracowanymi w obrębie zachodniej myśli antropologicznej, ale i również ze zdrowym  rozsądkiem.   W   wielu   popularnych   pracach   psychologicznych   proces   subiektywizacji   a   tym   samym  relatywizacji sfery aksjologicznej czy też ontologicznej dokonywany jest bezkarnie i na olbrzymią skalę.1  Najbardziej   jednak   uderza   w   inkryminowanym   zjawisku   to,   że   zdaje   się   mieć   ono   ponadlokalny   i  nieprzejściowy charakter, oraz ­ co jest szczególnie konfundujące ­ fakt, iż "epidemią psychologizmu"  zostały dotknięte nie tylko sfery leżące w domenie tak zwanej kultury masowej, ale również ­ i to w  znacznym stopniu ­ te dyscypliny nauki oraz nurty aktywności, które były tradycyjnie uważane za niezłomne  bastiony racjonalizmu i "kultury wysokiej". Jak pisał kilkadziesiąt lat temu znakomity uczony amerykański  Gordon Allport:  Każdy, kto chce odmalować ducha naszego wieku, musi uwzględnić znaczenie psychologii dla współczesnej  kultury. Wyciska ona coraz wyraźniejsze piętno na sposobie myślenia człowieka Zachodu (...) Czy nam się to  podoba, czy nie, widać to na każdym kroku. Zwykły człowiek mówi dziś językiem Freuda i czyta rosnącą  wciąż liczbę książek i czasopism popularyzujących psychologię (...) nauczyciele i władze szkolne posługują  się żargonem Dewey`a, Thorndike`a, Rogersa lub psychoanalizy. Środki masowego przekazu a nawet dzieła  literackie (...) zapożyczają tematy i techniki z psychologii. Dyscypliny pokrewne, zwłaszcza zaś antropologia,  socjologia i nauki polityczne, swych praw przyczynowych dopatrują się często w "podstawowej" nauce o  naturze ludzkiej. Nawet filozofia, matka wszystkich pozostałych dyscyplin, i teologia, "królowa nauk",  przeformułowują   w   pewnej   mierze   swoje   zasady   tak,   by   harmonizowały   z   wszechobecnym   modelem  psychologicznym.  Po tej diagnozie następuje logiczna konkluzja: "Tak więc pośród dyscyplin zajmujących się naturą człowieka  psychologia jest wyraźnie modna, choć nie wiadomo, czy należy się z tego cieszyć."2 Powyższa wątpliwość  może się komuś wydać nieco zaskakująca. Przecież sytuacja, w której wiedza psychologiczna trafia "pod  strzechy", musi nieuprzedzonemu obserwatorowi przedstawiać się ­ przynajmniej na pierwszy rzut oka ­  niezwykle   korzystnie:   tam,   gdzie   dotychczas   panował   "interpersonalny   zabobon",   a   podstawowe  psychologiczne problemy człowieka rozwiązywano odwołując się bądź to do nakazów wynikających z  wierzeń religijn...

Tagi:
  • Homo
  • psychologicus
  • religiosus

Komentarze do: Homo psychologicus vs Homo religiosus - Bartłomiej Dobroczyński • 0