RHIANNONSLAW 11-13

Dokument: pdf (104.7 KB)
  • 13 stron
Opublikowany 2016-12-16 09:44:52

Rozdział jedenasty Jest coś takiego jak piekło a ja właśnie weszłam z własnej i nieprzymuszonej woli w sam jego środek. CeCe zapędziła mnie do salonu w momencie, w którym tylko przekroczyłam próg, oferując po drodze różnego rodzaju wina i sery i przedstawiając innym gościom. Marcia była niewiele starsza ode mnie, drobna brunetka o skórze koloru kakao i czarnych błyszczących oczach. Powiedziała, że pracuje w telewizji komercyjnej i z jej wspaniałą cerą rozumiałam, dlaczego. Treenie była trzydziesto parolatką z dużymi niebieskimi oczami i stylowo przystrzyżonymi blond włosami. Amanda była jak mokry sen licealistów, z mahoniowymi włosami, opaloną skórą i wielkimi piersiami. Wybrałam miejsce jak najdalej od nich, po drugiej stronie pieprzonego pokoju. Wciąż dotykały się intymnie, gapiąc się na mnie w tym samym czasie, a ich wygłodniałe spojrzenia przeciągały się trwając zdecydowanie zbyt długo. Z ciekawością pociągnęłam łyk z mojego kieliszka i z radością stwierdziłam, że jego zawartość nie zawiera najmniejszego śladu krwi wampira. Przynajmniej jedna część wieczoru wyglądała nie najgorzej. — Tak się cieszymy, że do nas dołączyłaś Janet — Marcia posłała mi dziwaczny uśmiech. — Dzięki — odpowiedziałam, odchrząkują i próbując zachować przyjazny dystans. CeCe ogłosiła, że już niedługo pojawi się jakaś wielka niespodzianka. W innej sytuacji, przeprosiłabym i zmyła się stamtąd, w cholerę już godzinę temu. — Poznałaś kiedykolwiek wampira? — Nie. — Skłamałam gładko. Przymknęła rzęsy a głos stał się ochrypły. — Są jak płynny seks. Kobieta napalona na mroczną stronę miasta. Uroczo. Przypomniałam sobie, że Disco nasłuchuje i próbowałam trzymać swoje myśli pod kontrolą. Zmieniłam ich tor i zaczęłam nucić sobie w głowę pierwszą lepszą rymowankę, byłam właśnie w połowie trzeciej zwrotki, kiedy Marcia, Treenie i Amanda zerwały się i wybiegły z pokoju, stukając obcasami o podłogę. Usłyszałam jak wysoki głos CeCe zaprasza kogoś do środka. Dziewczyny szeptały podekscytowane, gardłowymi głosami. Gdy zbliżyły się ich kroki wstałam z niepokojem, jakiś wewnętrzny ostrzegawczy głos rozległ się w mojej głowie. — A to — wymruczała CeCe ochrypłym głosem. — Jest ten, o którym ci mówiłam. Moje serce przestało bić, po czym masywny kopniak adrenaliny przetoczył się przez moje żyły i świat wydawał się zatrzymać. Och Chryste Wszechmogący! Dobry Boże! CeCe zaprosiła do domu wampira. Był ogromny, dobrze ponad metr dziewięćdziesiąt. Jego długie, czarne włosy spływały prosto na szerokie, masywne ramiona. Ubrany był nieomal od stóp do głów na czarno. Jedwabna, niebieska koszula była jedynym nie skórzanym elementem jego ubrania. Poruszał się jak wszystkie wampiry z gracją i precyzją. Nie tego się spodziewałam. Musiałam się stąd wydostać. — W rzeczy samej, niespodzianka. — Deski skrzypiały, gdy się zbliżał. Jego oczy nie opuszczały mojej osoby, ale głowa zwróciła się w stronę CeCe. — Poradziłaś sobie nawet lepiej niż oczekiwałem. Dziękuje. Moje myśli wykonały salto, kiedy przytłoczył moje zmysły, wślizgując się w podświadomość. Kobiety wczepiły się w niego, oplatając dłońmi jego ramiona i pas, poruszając się w synchronizacji z jego krokami, kiedy się do mnie zbliżał. Zerknęłam na Treenie, potem na Marcię i w końcu na Amandę. Ich oczy były zaszklone, obojętne na wszystko inne w pomieszczeniu za wyjątkiem jego. Moje oczy zrobiły się szerokie, bijąc na alarm, kiedy ogarnęło mnie zrozumienie. — Kim jesteś? — Wyszeptał a każda sylaba wydawała się pieścić moją skórę. Zamknęłam oczy i walczyłam z przymusem, aby powiedzieć mu to, co chciał wiedzieć. Kiedy to nie zadziałało ugryzłam się w język. Ból przyniósł chwilową ulgę, która pozwoliła mi znowu myśleć racjonalnie. — Kimś, kto właśnie wychodzi. Próbowałam zrobić krok, ale moje stopy nie chciały współpracować. Spróbowałam ponownie, ale nogi miałam strasznie ciężkie. Każdą instrukcję, jaką wysyłałam, mój mózg ignorował po krótkiej walce, moje ciało kompletnie olało centrum dowodzenia. — Ale dopiero co przyszłaś. — Przysunął się bliżej, zmieniając ton głosu o oktawę, stał się teraz głęboki i zapraszający. Przetoczyła się przeze mnie fala gorąca. Przymknęłam oczy, kiedy ugięły się pode mną nogi. Zapraszał mój umysł i czułam go na całym swoim ciele. Jego język przesunął się po mojej skórze, zęby kąsały wrażliwą skórę. Palce przesuwały się po linii szczęki i obojczyku, aż do zagłębienia karku, w kierunku piersi. — Stój. — Moje warknięcie było ochrypłe jak pomruk. Ponownie ugryzłam się w język, na tyle mocno aż poczułam krew. Zamknęłam oczy i spróbowałam oczyści myśli. Łzy płynęły mi z wysiłku, ale to nie było wystarczające. — Wesley! — Głos Carsona przełamał zaklęcie, rozlegając się echem po całym domu, kiedy trzasnęły drzwi. Wampir odwrócił głowę, sięgnęłam do kieszeni po nóż. Szarpnęłam i ostrze błysnęło w moim ręku. Serce biło mi boleśnie, kiedy obmyślałam strategię działania. Carson był pomiędzy drzwiami a mną. Musiałam go wyminąć. — Wykładam forsę na....— Carson przerwał w pół zdania, jego oczy zwęziły ...

Tagi:
  • RHIANNONSLAW

Komentarze do: RHIANNONSLAW 11-13 • 0