Wszyscy zyjemy w klamstwie 1

Dokument: pdf (68.3 KB)
  • 7 stron
Opublikowany 2016-11-23 03:00:38

Posted originally on the Archive of Our Own at http://archiveofourown.org/works/848006. Rating: General Audiences Archive Warning: Choose Not To Use Archive Warnings Category: F/M, M/M Fandom: Merlin (TV) Relationship: Merlin/Arthur Pendragon (Merlin), Gwen/Arthur Pendragon (Merlin) Character: Merlin (Merlin), Arthur Pendragon (Merlin), Mordred (Merlin), Gwen (Merlin) Additional Tags: Slash, Male Slash, Angst, Romance, Sexual Tension, Unresolved Sexual Tension, Unresolved Romantic Tension Series: Part 1 of Merlin AU Stats: Published: 2013-06-18 Words: 2472 Wszyscy żyjemy w kłamstwie by PaintedLady Summary Jedynie wody Cauldronu mogą uzdrowić opętaną przez Morganę Gwen. Przyszłość królowej Camelotu spoczywa w rękach Merlina. Czy Merlin zdecyduje się ją uratować? A może nie pomoże jej, aby mieć Artura tylko dla siebie? Co gorsza, Mordred orientuje się, co naprawdę łączy pana i jego służącego... AU do 5x09. Slash. Notes Witajcie! Prezentuję wam krótkie AU do odcinka 5x09 o tytule With All My Heart, w którym Artur, Merlin i Mordred wyruszyli do Arianrhod, aby wyleczyć opętaną przez Morganę Ginewrę. Ostatnio oglądałam ten odcinek ponownie i pomysł na to krótkie opowiadanie przyszedł mi do głowy :) A kiedy skończycie, to zachęcam was do poczytania mojego drugiego opowiadania z fandomu Merlina pt. Half the Man I Used to Be! Tumblr post Tiane Diaga. Nazwa uroku złowróżbnie krążyła po głowie Merlina. Starożytny rytuał z wykorzystaniem korzeni mandragory miał na celu związanie woli ofiary z Najwyższą Kapłanką Starej Religii. Po dokonaniu tego okrutnego czynu człowiek nie był niczym więcej niż marionetką, pustą skorupą wypełnioną wolą swej pani. Najwyższą Kapłanką była Morgana. Jej ofiarą padła Ginewra. Podróż do Arianrhod nie była łatwa. Żeby wszystko mogło się powieść, musieli utrzymać Gwen w stanie nieświadomości aż do momentu, w którym znajdą się nad wodami Cauldronu, w których tkwiła moc Potrójnej Bogini. Jedynie jej dotyk był w stanie przywrócić wolną wolę królowej Camelotu. Zapadła już noc. Nad jezioro mieli dotrzeć dopiero nazajutrz. Mordred obserwował dwóch mężczyzn ukradkiem. Artur co chwila zerkał na nieprzytomną żonę, jakby bał się, że zaraz zniknie. Poza tymi krótkimi spojrzeniami jego uwaga była w całości skupiona na Merlinie. Najmłodszy z rycerzy Camelotu widział to wszystko, z czego oni dwaj nie zdawali sobie sprawy. Pospiesznie wymieniane uśmiechy. Przypadkowe dotknięcia dłoni. Pełne czułości spojrzenia wymieniane przy wypowiadaniu najbardziej banalnych kwestii. Dotyk, całe mnóstwo dotyków. Poklepanie po plecach, zmierzwienie włosów, pchnięcie barkiem czy nogą. Artur i Merlin zdawali się tego nie zauważać. To było dla nich naturalne, tak naturalne jak oddychanie. Kiedy przebywali w większym gronie, nie było to aż tak dostrzegalne, lecz teraz, kiedy Mordred pozostał z dwoma mężczyznami sam na sam – nie licząc uśpionej Ginewry – widział wszystko wyraźnie. Nagle każdy gest nabrał zupełnie innego znaczenia i wszystko stało się dla młodego druida jasne. Podążył za Merlinem, który zniknął wśród drzew, aby nazbierać drwa na opał, bowiem ognisko już przygasało. Zapanował chłód, a przecież służący nie mógł pozwolić na to, by królowa i król Camelotu przeziębili się od spania na zimnej ziemi. O siebie samego się nie martwił. O Mordreda też nie, ale już z innych powodów. Już od dłuższej chwili słyszał, że się zbliża. Nawet gdyby nie zorientował się po szeleście liści i trzasku łamanych gałązek, powiedziałaby mu to magia. Wyczuwał obecność kogoś takiego, jak on sam. - Jesteś jego kochankiem. Zamarł, odrętwiały ze zdumienia. Zastanawiał się gorączkowo, jak zaprzeczyć, jaką wymyślić wymówkę. Słowa Mordreda zaskoczyły go i kompletnie wytrąciły z równowagi. Co miał powiedzieć? Jakim kłamstwem go poczęstować? Jak zareagować? - Jak się dowiedziałeś? – wykrztusił tylko. - Obserwowałem was – odparł wolno Mordred, stając naprzeciw Merlina. Nie wyglądał na zaskoczonego ani podekscytowanego. Był tak samo beznamiętny jak zwykle. – To widać, Merlinie. Zdradziły was czułe gesty, ukradkowe spojrzenia i przypadkowe dotknięcia. Niby nic, a jednak tak wiele. Merlin nie odpowiedział. Spuścił wzrok. Policzki mu pokraśniały i poczuł się tak, jakby Mordred przyłapał go na gorącym uczynku. - Po Camelocie krążą różne plotki – kontynuował młody rycerz, nie zważając na zakłopotanie Merlina. – Ludzie już od dawna gadali, że jesteście blisko, ale nikt chyba nie podejrzewał, że aż tak blisko. Ale nie martw się – dodał szybko. – Nikomu nie powiem. Możesz mi zaufać. Przecież wiesz, że potrafię dochować tajemnicy, Emrysie. Wiem, pomyślał Merlin. Mordred był jedyną osobą prócz Gajusza na dworze, która wiedziała o jego magii. Nieprzypadkowo nazwał go imieniem, którym nazywali go druidzi. Chciał poprzez to dać mu mocno do zrozumienia, że nie zdradzi nowego sekretu tak, jak nie zdradził starego. - Kochasz go? – spytał druid nagle. - A czy to ma jakieś znaczenie? – odpowiedział coraz bardziej zmieszany Merlin. Nie był w stanie spojrzeć Mordredowi ...

Komentarze do: Wszyscy zyjemy w klamstwie 1 • 0