Rozdział 4

Dokument: pdf (71.1 KB)
  • 9 stron
Opublikowany 2016-11-16 07:07:42

Tłum: mary003 27Rozdział 4. Ian sączył swoje piwo, wpatrując się w telewizor, w którym, jak w większości sportowych barów, pokazywali Texas Rangers. Nie zauważył, że ma towarzystwo, dopóki nie poczuł dłoni na swoich plecach. Odwrócił się i jego oczom ukazała się para rozbawionych i bezpośrednio wpatrzonych w niego zielonych oczu. Gabriella Ross uśmiechała się do niego i przez to omal nie spadł z pieprzonego stołka. – Dawno się nie widzieliśmy. – zażartowała, unosząc dużą butelkę piwa do swoich wiśniowo czerwonych ust. Przez chwilę siedział zahipnotyzowany sposobem w jaki jej usta otaczały szyjkę butelki i wyobrażał sobie, że otaczają pewną część jego ciała… lecz od razu odepchnął od siebie tę myśl. – Cześć. No tak, to chyba już pięć godzin? – spojrzał odruchowo na swój zegarek, oczywiście nie po to, żeby sprawdzić godzinę. - Często tu przychodzisz? – zapytała, unosząc brwi na jego sceptyczną minę, która podkreślała różnicę ich wieku. - Niezbyt. Od czasu do czasu, gdy muszę nieco wyluzować. A ty? Wskazała na piwo w swojej dłoni. – Próbuję ugasić płomienie na swoich plecach. - Uuu. – skrzywił się w jej imieniu. – Niestety nie da się tego ominąć. Przykro mi. - W porządku. Było warto. - Na pewno, ale w międzyczasie… będziesz potrzebowała czegoś mocniejszego od piwa. - Próbujesz postawić mi drinka? – odepchnęła swoje olśniewające włosy za ramię i znów omal nie spadł z krzesła przez jej prowokujące spojrzenie. Kobieta, którą poznał pięć godzin temu, zniknęła. W jej miejsce pojawił się… wcielony diabeł. Wpatrywał się w nią przez chwilę, nie rozumiejąc tego, co się dzieje i walcząc z pożądaniem, jakie w nim wywoływała. Co to kurwa ma znaczyć? Przypomniał sobie wcześniejsze słowa Briana. Wziął długi łyka piwa i rozsiadł się na stołku, wgniatając się w niego mocno. – Niczego nie próbuję. Tłum: mary003 28 - Nie? - Nie. – unikając jej spojrzenia, wyciągnął portfel z kieszeni i rzucił na blat kilka monet. - Powiedziałam coś nie tak? – wciąż z tym samym, cholernym rozbawieniem. Jakby wszystko wokół niej znajdowało się tutaj tylko dla jej przyjemności i było jej zabawkami. Jakby jej nie obchodziło, że właśnie dał jej kosza, bo przecież ma tutaj kupę innych, chętnych biedaków, którzy z chęcią ulegną jej polowaniom. - Daj sobie siana. – odpowiedział ostro, chociaż starał się zabrzmieć żartobliwie. – Nie mieszam interesów z przyjemnością. - Wow. Wyraziłeś się bardzo jasno. W porządku, sama kupię sobie drinka. Po prostu pomyślałam, że miło by było posiedzieć z kimś kogo znam. – odwróciła się od niego do baru, dzięki czemu mógł rzucić okiem na jej długie nogi sięgające wysokością aż do samego stołka. Jeśli ją tu zostawi, każdy z miejscowych kolesi będzie mógł zająć jego miejsce. Z powodów, których nie potrafił rozszyfrować, sama myśl burzyła w nim krew. Wzdychając i przeklinając siebie za totalną głupotę, usiadł na miejscu tuż obok niej. – Przepraszam, ja… po prostu przepraszam. Nie chciałem być chamski. Wybierz sobie drinka. – machnął do barmanki. - Daruj sobie. Nie zamierzam się prosić. – przechwyciła dziewczynę za barem, zanim zdążył choćby otworzyć usta. – Podwójną wódkę z tonikiem. – a następnie odwaliła świetną robotę w ignorowaniu go, gdy czekała na kolejkę. - Pogrywasz sobie ze mną, czy jesteś naprawdę wkurwiona? – zapytał, zerkając na ekran telewizora, gdy w barze rozległ się chór wrzasków i aplauzów. - Nie jestem wkurzona. Wiedziałbyś, gdybym była. Jakoś w to nie wątpił. – Więc… co to dla ciebie jest? Lekkie wkurwienie się? Uciął na jej ostrzegający wzrok. – Nieważne. Ian przeczesał dłonią włosy i zaczął się zastanawiać, czy aby właśnie zaczynał rozumieć o czym mówili chłopaki w Dermamanii. Nawet Ghost był przerażony na widok tej kobiety, a nie łatwo było go przestraszyć. A przecież jego dziewczyna też była na swój sposób nieco przerażająca. Tłum: mary003 29 - Posłuchaj, nie chciałem cię urazić. Naprawdę chciałbym postawić ci drinka, ale… pracuję z twoim bratem i… - Błagam cię. Nie musisz się martwić moim braciszkiem. - Tak się składa, że twój braciszek jest moim szefem. A ty jesteś moją klientką. A… - A ty nie mieszasz interesów z przyjemnością. – wytknęła mu. – Łapię. Po sposobie w jakim wymruczała to zdanie między łykami, a zwłaszcza słowo „przyjemność”… Chryste, miał ochotę wszystko pomieszać. I to ostro. – Nie chodzi o to, że to jakaś… żelazna zasada. - Żelazna? Szlag. Czuł się, jak pierdolona mysz uciekająca z kąta do kąta przed kotem z ogromnymi, zwinnymi pazurami, a fakt, że spędził cały dzień na myśleniu o niej wcale mu nie pomagał. Siedziała w nim pewna perwersyjna ciekawość, która nie dawała mu spokoju i przez którą ciągle się zastanawiał, jak to jest, gdy w końcu chowa swoje pazury i być może nadeszła okazja, aby się o tym przekonać. - Co ty do diabła wyprawiasz? To przykuło jej uwagę i znów roześmiała się tym melodyjnym śmiechem. – Niczego nie robię, Ianie. Naprawdę doceniam twoją dzisiejszą pracę. Oraz to, że pozwoliłeś mi się wyżalić i… uspokoiłeś mnie, gdy zrobiło się niezręcznie. Dziękuję ...

Komentarze do: Rozdział 4 • 0