janusz a. zajdel - raport z piwnicy(1)

Dokument: pdf (106.5 KB)
  • 5 stron
Opublikowany 2016-12-13 01:30:36

Książka pobrana ze strony http://www.ksiazki4u.prv.pl lub http://www.ksiazki.cvx.pl Janusz A. Zajdel - Raport z piwnicy Wydaje mi sie, ze mam dosc duzo czasu, który musze czymkolwiek wypelnic. Teraz, kiedy przemyslalem wszystko dokladnie pozostaje tylko czekac. Moze wreszcie uda mi sie zmylic ich czujnosc i wymknac sie stad, moze znajde jakis sposób... Pomyslalem, ze dobrze byloby zanotowac wszystko po kolei. Nie dlatego, abym sadzil, ze nie zdolam juz nikomu tego opowiedziec. Po prostu, moze w ten sposób sam lepiej sobie przypomne rózne szczególy. Notes mam, dlugopis takze, swiatlo troche za slabe, ale jakos sobie poradze. Aby wszystko stalo sie jasne i zrozumiale, musze chyba rozpoczac od tego momentu, gdy mój niespodziewany gosc - ubrany w mój szlafrok, ogolony i umyty - zasiadl do herbaty i kanapek, które dla niego przygotowalem, gdy on buszowal w mojej lazience. Wygladal teraz o wiele lepiej niz tam, wtedy, na ulicy, kiedy podszedl do mnie dosc niespodziewanie i zagadnal. Przyznam, ze przezylem chwile strachu. Ulica byla pusta, zle oswietlona - a on wygladal na rzezimieszka lub co najmniej na wlóczege, z ta nie golona od, paru dni geba. Sprawial wrazenie wyciagnietego ze smietnika i tylko z lekka otrzepanego. Gdyby nie jego nienaganny i kulturalny sposób wyrazania sie, pewnie oddalilbym sie co predzej, pozostawiajac go na skraju chodnika - z rozbieganymi oczami, bladzacymi gdzies po rynsztoku i okienkach piwnic. Mówil szybko, urywanymi zdaniami, a oczy jego ani na chwile nie przestawaly szukac czegos tuz przy ziemi. Nawet teraz, siedzac w wygodnym fotelu i pijac herbate, co pewien czas rzucal niespokojne spojrzenia poza krag stojacej lampy. Jadl z apetytem, lapczywie nawet, lecz najwyrazniej staral sie opanowac swój glód. "Jestem panu goraco wdzieczny, serdecznie za wszystko dziekuje i zapewniam, ze nie zamierzalem sprawiac panu az tyle klopotu" - powiedzial konczac jedzenie. "Jak pan zapewne zdolal zauwazyc, w roli ulicznego obdartusa wystapilem przypadkowo... Cale szczescie, ze w kieszeni tego starego palta znalazlem stara legitymacje. Bez niej na pewno nie mialbym szans znalezc sie tutaj, w pana mieszkaniu. Pan mi zaufal, dopomógl... Sadze, ze powinienem panu wyjasnic pare spraw, wytlumaczyc sie jakos..." Skinalem glowa zachecajaco i poczestowalem go papierosem, lecz podziekowal i nalal sobie do szklanki troche wody sodowej. Wypil maly lyk, odstawil szklanke i rozpoczal: "Mieszkanie opuscilem w pospiechu i nie z wlasnej woli. Stad ta stara kapota, która zdolalem chwycic z wieszaka w przedpokoju. Od czterech dni koczuje po miescie, sypiam w windach, albo w ogóle nie sypiam... Nie mam ani grosza, nie znam tu nikogo, a wladz porzadkowych nie chcialbym w to wszystko wtajemniczac... Nie, nie... Tu nie chodzi o jakies nieporozumienie rodzinne lub sasiedzkie. Mieszkam sam, mam nawet ladny, spory domek w poludniowej dzielnicy, kupilem go niedawno... Kosztowal mnie caly majatek, ale musialem... Od roku mieszkam w tym miescie, przenioslem sie tutaj, aby zakonczyc pewna... prace... Tak, pracuje nadal mimo emerytury. Przeciez nikt za mnie tego nie dokonczy. Mysle, ze zdaze jeszcze, mimo swoich siedemdziesieciu pieciu lat... Nie wygladam na tyle, prawda? Cóz, eliksiru mlodosci nie wynalazlem, ale jestem biochemikiem i pomagam sobie troche róznymi preparatami, które mi czasem przesylaja dawni znajomi z instytutu. Mam kilku przyjaciól, ale wszyscy sa dosc daleko stad i w takiej chwili trudno liczyc na ich pomoc... Tak sobie mysle, ze - na szczescie - musialo sie zachowac w mojej twarzy jeszcze troche podobienstwa do tej starej fotografii w legitymacji, niewaznej juz od kilkunastu lat... Mniejsza o to, pan mi uwierzyl, choc i nazwisko Borel tez pewnie nic panu nie mówi - chyba; ze interesowal sie pan kiedykolwiek pewnymi specjalistycznymi zagadnieniami biochemii i fizjologii... Wiec, jak powiedzialem, moja banicja nie wynika z napietych stosunków sasiedzkich. Nie jestem takze poszukiwany przez wladze sledcze, moze to pan sprawdzic telefonicznie... Chociaz, w pewnym sensie, przyczyna mojej tu obecnosci sa jednak "uciazliwi wspóllokatorzy"... ale, aby wszystko stalo sie jasne i zrozumiale dla pana, musze chyba zaczac od tego momentu, kiedy zainteresowaniem sie doswiadczeniami moich kolegów, którzy zreszta powtarzali eksperyment - nie pamietam juz, czyj - opisany w "Biochemistry Journal" i dotyczacy mozliwosci biochemicznego przejecia informacji... Ale moze powiem, na czym polegal eksperyment. Otóz posluzono sie w nim egzemplarzami gatunku wyplawek bialy, nalezacymi do typu plazinców. Robaki te posiadaja bardzo prosty "uklad nerwowy", interesujacy jednakze o tyle, ze daje sie w nim zauwazyc pewien splot stanowiacy zaczatek centralizacji. Moi koledzy poddali kilka wyplawków elementarnej "tresurze", polegajacej na wyrobieniu kilku odruchów warunkowych na bodzce fizyczne. Reszte robaków plywajacych sobie w akwarium pozostawiono w stanie "nieoswieconym". Nastepnie "uczone" robaki posiekano i nakarmiono nimi pozostale. ...

Komentarze do: janusz a. zajdel - raport z piwnicy(1) • 0