Wygrywaj dokumenty i dziel się z innymi tym co naprawdę kochasz!

451 dni - Jadwiga Gut

Dokument: pdf (65.5 KB)
  • 7 stron
Opublikowany 2017-02-25 20:10:51

Kochany, jest czwartek. 12 czerwca 2014. 163 dzień roku. Równe 450 dni bez ciebie. Co u mnie? Jakoś sobie radzę. Praca, za którą nie szaleję, zajmuje mi cały dzień. Siedzę w niej więcej niż dam radę. Każdy mój dzień wygląda tak samo. Od poniedziałku do soboty wstaję o szóstej. Dokładniej to, wyłączam budzik, który o tej godzinie wyrywa mnie ze snu. Po piętnastu minutach powoli schodzę z łóżka. Nadal mam te kapcie, które mi kupiłeś pod choinkę. Te różowe, z królikiem z przodu, pamiętasz? Przez pół dnia próbowałam wyciągnąć od ciebie co dla mnie masz, ale ty byłeś wyjątkowo uparty. Zupełnie jak nie ty. Zobaczyłam je w którymś supermarkecie. Śmiałam się, że fajnie byłoby dostać takie pod choinkę. Takie ciepłe pantofle na zimowe wieczory. Wtedy tylko żartowałam, ale kiedy otworzyłam prezent od ciebie ucieszyłam się, że mi je dałeś. Były wtedy dla mnie jakimś znakiem, jakąś metaforą, że będziesz mnie ogrzewał, kiedy będzie mi zimno. Teraz jest mi zimno. Gdzie jesteś? Czemu nie zrobisz mi porannej kawy, albo chociaż nie nastawisz ekspresu? Od 450 dni robię to sama. A dobrze wiesz, jak to jest z moim piciem kawy. Zazwyczaj jest już wpół do siódmej, kiedy sobie przypominam, że powinnam zjeść śniadanie, albo chociaż wypić kawę, żeby nie ziewać przez pół dnia. Szybko wsypuję dwie łyżki, tej uzależniającej trucizny, jak to mówi moja mama, do ekspresu i ze szczoteczką w zębach, wyciągam kubek w kwiatki – kolejny prezent od ciebie. Zresztą wszystkie kubki, jakie znajdują się w moim trzydziestometrowym mieszkaniu są od ciebie. Zebrało się ich już sześć, wiesz? Doskonale pamiętam, kiedy, mi który dałeś. Pierwszy w mojej małej kolekcji, był ten z Zakopanego. Pojechaliśmy tam na wakacje. Weekend raczej. Tylko na tyle byłeś w stanie się wyrwać z pracy. Kupiłeś mi go na Krupówkach. Potem był ten na święta, z Mikołajem i czymś, co imituje śnieg. Nadal piję w nim kakao w zimie. W nim jakoś smakuje lepiej. Na walentynki dałeś mi ogromny, prawie litrowy kubek z dwoma serduszkami i obiecałeś, że do końca życia będę dostawać od ciebie kubki, „żeby było mi łatwiej przełykać to gorzkie życie”. Umiałeś świetnie dobierać słowa. Zawsze to w tobie podziwiałam. Ta łatwość, z którą słowa same przychodziły do ciebie zawsze mnie zaskakiwała. Zazdrościłam ci tego. I to chyba była ta zła zazdrość. Bo ja też chciałabym tak umieć. Ale nie umiem. Nie potrafię walczyć o swoje, tak jak ty to robiłeś. Nie wiem, jak postawić się innym. Od tego byłeś ty, w naszym związku. A moje gorzkie życie, stało się jeszcze mniej jadalne. Za każdym razem, gdy o siódmej wychodzę z mieszkania, na blacie w kuchni stoi prawie nieruszony kubek kawy. Znasz mnie. Wiesz, że tak jest. Nigdy nie zjem porządnego śniadania, nie dopiję kawy. Gdybyś był, pewnie byś mnie pilnował. Jest tyle rzeczy, które chciałeś we mnie zmienić. Może i nie mówiłeś tego otwarcie, ale ja wiedziałam, że chcesz mnie zmienić. Nazwij to jak chcesz. Może to i przeczucie, kobieca intuicja, a może to te twoje sugestie, co do mojego stylu życia. Zaczęłam chodzić do pracy na piechotę, wiesz? Przecież to tylko cztery przystanki tramwajowe. To nic takiego. Najgorzej jest zimą, kiedy wieje mroźny wiatr i sypie śnieg. Wtedy kupuję bilet i jadę tramwajem. Wystarczy jednak, że pogoda jest znośna, bym przeszła ten dystans bez większych narzekań. Owszem, przeziębiłam się przez to więcej razy niż przeciętny człowiek, ale za to poprawiła mi się kondycja. Do mieszkania też wychodzę po schodach. Szóste piętro nie jest przecież tak wysoko. Nadal mam zadyszkę, kiedy pokonuję czwarte, ale wtedy już dochodzę do wniosku, że te dwa piętra jeszcze pokonam. Pan G. nadal pracuje pomimo swojego wieku. Chyba jako jedyny się do mnie odzywa. Może to dlatego, że przynoszę mu książki do czytania. Ostatnio zrobił mi kawę w termosie, bo widział, że cały tydzień byłam jakaś rozbita. To miło z jego strony. Mimo wszystko mi go szkoda. Nie ma nikogo, z kim mógłby spędzić wieczór, z kim mógłby chociażby pooglądać telewizję i porozmawiać. Zresztą tak jak ja. Może dlatego go tak lubię? W pracy jak zawsze nudy. Ludzie przychodzą i odchodzą. Całymi dniami siedzę za biurkiem i wypełniam karty. Od 450 dni nie zauważam kto przychodzi, a kto wychodzi. Nie zapamiętuję twarzy, nie uśmiecham się do znajomych, nie pytam o zdrowie Pani H., która przychodzi regularnie w każdy wtorek po nową książkę. Nadal się dziwię, jak ta kobieta nie zdołała przeczytać jeszcze wszystkich książek z tej biblioteki. Nie mamy przecież tak wielkiego zapasu. Szef mówił, że nie ma funduszy na kupienie dużej ilości. Tylko te najnowsze i najlepsze są u nas dostępne. Te, które się dobrze sprzedają. Kiedyś przechodziłam przez dział kryminałów. Mimowolnie zatrzymałam się obok King’a. To tu się poznaliśmy. Dokładnie w tej samej alejce, przy tej samej półce. Zapytałeś mnie, od której książki powinieneś zacząć. Ja na to, że nie czytałam King’a, więc nie będę umiała ci pomóc, ale gdy zaczynam przygodę z jakimś nowym autorem, zaczynam od pierwszej książki jaką napisał. Zapytałeś c...

Tagi:

Komentarze do: 451 dni - Jadwiga Gut • 0